Recenzja: Montana


Znajomi grają, rodziny grają, wszyscy grają, dzięki temu planszówki stają się coraz bardziej popularne i wszechobecne (super!). Sporo osób kojarzy "Wsiąść do Pociągu", "Dixita", czy "Carcassonne". Nie brak zachwytów nad "Splendorem", a "Catan" zyskuje kolejnych wielbicieli. A jeśli już ograliśmy te klasyczne tytuły? Co dalej? Strach przeskakiwać od razu na "Cywilizacje: Poprzez Wieki", więc może coś "pośredniego"?


Informacja/Pierwsze Wrażenia:

Montana to ekonomiczna gra planszowa dla 2 do 4 osób, w wieku co najmniej 10 lat. Na niestandardowej wielkości pudełku "pięknie" prezentuje się typowa dla wydawnictwa Lacerta grafika ("pięknie"- ponieważ jest to kwesia gustu. Nie brak fanów twórczości pana Franza, niestety ja do nich nie należę). W środku znajdziemy przystępną instrukcję, planszetki gracza, planszę główną (na pierwszy rzut oka strasznie nieczytelną), kafelki terenów.... i mnóstwo drewnianych mepelków (czyt. pioneczków: ludzików, zboża, krów, rudy itp.). Czyżby charakterystyczny disign i ogromna ilość drewna świadczyły o ciężkiej eurogrze?

Zasady:

Kafelki terenu lądują na środku według wybranego wzoru z instrukcji, na nich osada początkowa, obok plansza akcji. Surowce mają stworzyć bank łatwo dostępny dla uczestników. Każdy otrzymuje planszetkę, żetony osad w swoim kolorze i po jednym znaczniku dobra początkowego. Kręcąc Kołem losujemy również po 4 startowe pionki ludzików. Zaczynamy!

Zwycięzcą zostanie osoba, która jako pierwsza wybuduje wszystkie swoje osady. Jak to zrobić? Oczywiście wysyłając ludziki na pola akcji. Z nich otrzymujemy surowce, które potrzebne są do stawiania osad. Ale po kolei. W swojej turze mamy do dyspozycji trzy możliwe "ruchy": zakręcenie kołem (by otrzymać ludki), wysłanie pionków na pola akcji (by za pieniążki wyprodukować dobra), oraz postawienie 1-3 osad (gdy uda się stworzyć prostą linię z 4 naszych żetonów, to piąty w ramach bonusu "nadbudowujemy" na ostatnim położonym).

Zatrzymajmy się na chwilę na planszy z polami akcji. Zastosowano tutaj ciekawe rozwiązania. Po pierwsze: możemy wysłać na pole 1 pionek dedykowany (ludzik w odpowiednim kolorze) lub dwa dowolne meple (kolor bez znaczenia). Po drugie: wysyłając 2 dedykowane/4 dowolne ludziki wykonujemy "korzystniejszą" akcję (np. za 1 monetę zyskujemy 3 dynie, zamiast 2). Trzecim bajerem jest "wielostopniowość" pól. Na każdym zdobywamy te same surowce (w różnym przeliczniku), może je wykorzystać ten sam gracz (oczywiście w osobnych ruchach), a całość "oczyszcza się" (usuwamy z planszy ludziki) dopiero jak wszystkie pod-pola są zajęte! Ciekawostką jest również Pole Licytacji. Płacąc dyniami, zyskujemy z niego bonusy- ulepszanie surowców, dodatkowe monety itp.- niemożliwe do zdobycia w inny sposób. W licytacji oczywiście bierze udział ten kto chce (kogo stać), bo pasując nic nie tracimy, ani nie zyskujemy.

Osady- sedno rozgrywki. Poświęcając akcję możemy zbudować do 3 osad w jednym ruchu. Odbywa sie to w prosty sposób. Na heksagonalnych polach, składających się na kafelkek terenu, oznaczone jest jakie dobra musimy oddać, by je zająć. Osada musi przylegać do już skolonizowanych części Montany (niezależnie od koloru!) i nie można jej zbudować w górach. Jeśli układając żeton na planszy zasłonimy krówkę, natychmiast ją otrzymujemy (bydło to joker- wymienialny na dobra, według przelicznika z planszetek). I tyle. Kto pierwszy położy wszystkie swoje osady na planszy zwycięża!

Wrażenia:

Lacerta + Klemens Franz (grafik) + mnóstwo drewnianych znaczników= ciężkie euro. Otóż nie. Gra jest niezwykle prosta (stąd ten wstęp o grających znajomych i rodzinach). Wręcz familijne euro. Ok, pierwsze wrażenie- skomplikowana. Ale po wytłumaczeniu zasad (5-10 minut), objaśnieniu znaczeń, "nieczytelność" znika. Kolonizujemy, zbieramy surowce, stawiamy osady, wszystko szybko i sprawnie, zamykając całość szybciej niż pudełkowe 45 minut.

Moje skojarzenie (chociaż absolutnie go nie rozumiem) to ambitniejszy Catan. Wiem, że jest myle i jedyny wspólny czynnik to OSADY. Catan: losowość, interakcja (wymienianie się), ponad 1,5h rozgrywki. Montana: duży wpływ na gromadzenie surowców (czynnik ludzki wyeliminowany, nie pojawi się już stronniczość "nie handluję z Tobą, bo nie!"), interakcja ograniczona do licytacji (nawet blokowanie jest ciężkie, pola "wielostopniowe"), a czas gry nie przekracza 40 minut!

Chociaż pokombinować jest przy czym, Montanę raczej poleciłbym rodzinom. Gracze zaawansowani lubiący eurosuchary (Lorenzo, Kawerna, Great Western Trail)- grając tylko w swoim gronie- będą, co by nie przesadzić, ciut rozczarowani. Za krótko, za łatwo, za mało!

Plusy:
+ dużo drewna! 😉
+ płynna, szybka rozgrywka
+ działa przy dowolnym składzie (2,3,4 osoby)
+ proste (niegłupie) zasady
+ brak liczenia punktów, zwycięzca wyłaniany z "wyścigu"
+ modułowość planszy

Zależne od gustu:
* licytacja (wprowadza interakcję/ poczucie, że nie siedzimy sami przy stole/ wrażenie wciśnięcia na siłę/ zaburza super-euro-combo-plan, który sobie obmyśliłem)
* minimalna interakcja (możliwość przerywania ciągu osad/ spokojny przebieg gry/ brak obrażalstwa i ultrazłośliwych zagrań)
* niska losowość (kręcenie kołem zatrudnienia wprowadza troszkę niepewności, ale istnieje możliwość "wpłynięcia" na wynik)

Minusy:
- grafika (chociaż idzie się do niej przyzwyczaić)
- pierwsze wrażenie "złożoności" rozgrywki
- przy czterech osobach szybko się kończy
- za prosta dla graczy zaawansowanych

T.


Komentarze