Gry w Dziwnych Miejscach: Port Royal



Na spotkaniu planszówkowym (100 lat temu) padła propozycja zagrania w Port Royal. Trochę sceptyczni: "Eh, co nam szkodzi?". Okazuje się, że chociaż temat zupełnie nam nie odpowiada (w samej rozgrywce też nie jest istotny), grafiki do najładniejszych nie należą... a tytuł jest niemiecki, to zaiskrzyło. Gra się przyjeła... i to na tyle, że jeździ z nami po świecie...

Informajce/Pierwsze Wrażenia:

Port Royal to karciana gra ryzyka, dla dwóch do pięciu osób (w wieku 8+). Graficznie na kolana nie powala, chociaż do stylistyki można się przyzwyczaić. W środku znajdziemy talię kart, oraz instrukcję- krótką, napisaną przystępnym językiem, z przykładami. Małe pudełeczko, które jest niewątpliwie zaletą gier podróżnych, zaskakuje wypraską (dość niespotykane w grach poniżej 50 zł)!

Zasady:

Celem rozgrywki jest zgromadzenie 12 punktów. Zdobyć można je kupując załogantów i wykonując misje.

Przygotowując rozgrywkę wystarczy przetasować talię i rozdać każdemy po kilka monet. Świetnym zabiegiem mechanicznym Port Royal- chociaż mało oryginalnym- jest dwojakie zastosowanie kart. Skierowane rewersem do góry przedstawią monety- walutę gry. Awers jest przeważnie załogantem lub okrętem odkrywanym z talii w trakcie rundy. Postacie mają koszt (oznaczony w monetach), punkty zwycięstwa (tarczki) oraz zdolność (pomagającą w trakcie gry, bądź służącą do wykonania zadań). Okręty pirackie przedstawiają kolory, monety (które zdobywamy "zabierając" kartę) i miecze (siłę statku). Znając oznaczenia możemy ruszać na morze!

Gracz w swoim ruchu odkrywa kartę z talii. Jeśli to okręt: możne go zabrać i otrzymać określoną liczbę monet; bądź przegonić (na stos kart odrzuconych) używając załogantów z mieczami. Może też nie robić nic i odkryć kolejną kartę. Jeśli pojawi się postać mamy prawo: zaciągnąć ją do swojej załogi opłacając koszt (ląduje wtedy przed nami awersem do góry); lub nie robić nic i odkrywać kolejne karty. Gdy ktoś wyciągnie z talii 5 lub więcej kart może z nich wybrać dwie dla siebie.  UWAGA! Jeśli kolor odkrytego właśnie okrętu znajduje się już na stole, gracz traci rundę i nie zyskuje nic.

W trakcie gry może pojawić się kilka specjalnych wydarzeń. Misje- odkładane są na bok, a pierwszy gracz który zdobędzie określoną kombinację symboli z załogantów otrzymuje bonusowe punkty i wypłatę; oraz podatki, które nakazują wszystki chomikującym piratom odrzucić monety (redukujemy o połowę rękę, jeśli mamy 12 lub więcej kart).

Kończąc swoją rundę, bez znaczenia, czy gracz coś kupił, czy spasował (jeśli nie było go stać, bądź nie chciał ryzykować), kolejni gracze mają okazję nabyć coś z kart odkrytych na stole, wcześniej wpłacając 1 monetę aktywnemu graczowi.

Wrażenia:

Bardzo przyjemny umilacz podróży. Dynamiczny, prosty, zapewniający dużo emocji (nerwówka z dociąganiem kart), pozwalający szybko rozegrać partię, w każdym miejscu. Świetnie sprawdza się wśród imprezowiczów, czy wycieczkowiczów. Wiadomo- na wakacjach nigdy nie mamy pewności z kim nawiążemy znajomość (i jaki będzie ich stopień zaawansowania w arkanach gier planszowych). Dlatego podróżujemy z Port Royal. Daje radochę geekom, świeżakom, a i wytłumaczenie obcokrajowcom (gra niezależna językowo!) nie sprawia trudności.

Plusy:
+ prosta, szybka
+ małe przenośne pudełeczko z wypraską
+ dużo emocji, igranie ze szczęściem
+ niezależna językowo

Minus:
- grafiki...
- karty w koszulkach nie mieszczą się w wyprasce

T.

Komentarze